Stanowisko Stowarzyszenia WePlanet w kwestii przywilejów prosumentów i granic solidarności energetycznej w kontekście projektu rozporządzenia ministra energii z 25 maja 2026 roku.
W Polsce potrzebujemy energii z fotowoltaiki, bo obecnie, razem z turbinami wiatrowymi, jest ona jedynym realnie skalowalnym źródłem niemal bezemisyjnej energii elektrycznej dostępnym tu i teraz.
Nie mamy jeszcze elektrowni jądrowych, a hydroenergetyka ma u nas ograniczone znaczenie. Dlatego rozwój fotowoltaiki nie jest fanaberią, lecz ważnym elementem ograniczania emisji CO₂ i zanieczyszczeń powietrza. Jest koniecznością, wynikającą z sytuacji w jakiej jest obecnie system energetyczny Polski. W duchu sprawiedliwej transformacji powinniśmy jednak jasno mówić kto za ten rozwój płaci, kto na nim korzysta i kto ponosi jego ukryte koszty
Na jakim etapie znajduje się Polska transformacja na odnawialne źródła energii (w szczególności fotowoltaikę)?
Instalacje prosumenckie były i nadal są hojnie wspierane przez państwo. Wsparcie to nie przyjmuje tylko jednej formy. Najbardziej widoczne są dotacje bezpośrednie, takie jak programy dopłat do instalacji fotowoltaicznych, magazynów energii, systemów zarządzania energią czy modernizacji domowych instalacji.
Do tego dochodzą ulgi podatkowe, preferencyjne zasady rozliczeń, uproszczone procedury przyłączeniowe, a wcześniej także bardzo korzystny system opustów, w którym sieć działała dla prosumenta niemal jak darmowy magazyn energii.
To jednak nie wszystko. Mniej widocznym, ale bardzo realnym przywilejem jest pierwszeństwo korzystania z sieci przez energię odnawialną. Energia z fotowoltaiki jest odbierana wtedy, gdy świeci słońce, a niekoniecznie wtedy, gdy system najbardziej jej potrzebuje. Jeżeli w południe wiele domów jednocześnie oddaje energię do sieci, sieć musi sobie z tym poradzić, co generuje znaczące i uspołecznione koszty.
Często oznacza to konieczność modernizacji transformatorów, przewodów, zabezpieczeń, systemów pomiarowych i narzędzi sterowania. Za tę modernizację nie płacą jedynie właściciele paneli. W dużym stopniu płaci za to całe społeczeństwo w taryfach dystrybucyjnych i cenach energii.
Do kosztów transformacji trzeba doliczyć także magazyny energii. Są one potrzebne głównie dlatego, że produkcja z fotowoltaiki jest zależna od pory dnia i pogody, a więc nie jest sterowalna. Można ją w ograniczonym stopniu prognozować, ale nie można jej uruchamiać i zatrzymywać według potrzeb systemu tak jak klasycznych źródeł dyspozycyjnych.
Gdyby system opierał się wyłącznie na źródłach sterowalnych, bardzo kosztowne magazyny nie byłyby potrzebne w takiej skali. Skoro jednak chcemy mieć dużo czystej energii ze słońca i wiatru, musimy płacić także za elastyczność, bilansowanie, rezerwy, sieci, automatykę i magazynowanie.
Można więc powiedzieć, że prosument nie jest tylko prywatnym inwestorem, który za własne pieniądze założył panele na dachu. Jest on także częścią większego, wspólnego systemu. Korzysta z publicznych dopłat, ulg, infrastruktury sieciowej, pracy operatorów i zasad rynku, które przez lata były ustawione tak, aby fotowoltaika była preferowana i rozwijała się szybko.
To wsparcie ma sens klimatyczny. Dzięki niemu powstało wiele instalacji, które ograniczają emisję CO₂.
Pytanie brzmi jednak, czy ten system jest sprawiedliwy?
Odpowiedź nie jest prosta. Z jednej strony wszyscy korzystamy z mniejszych emisji CO₂, czystszego powietrza i mniejszej zależności od paliw kopalnych. Z drugiej strony zyski finansowe trafiają przede wszystkim do osób, które mają dom, dach, i wolny kapitał albo zdolność kredytową.
Warto przy tym pamiętać, że niektórzy z prosumentów nie są bogaczami. Część z nich to zwykłe gospodarstwa domowe, które skorzystały z okazji stworzonej przez państwo, często biorąc kredyt lub wydając oszczędności. To nie zmienia jednak faktu, że system wsparcia był dostępny przede wszystkim dla tych, którzy mieli dach, własną nieruchomość i zdolność inwestycyjną.
Osoby mieszkające w blokach, wynajmujące mieszkania, ubogie albo nieposiadające oszczędności często nie mogą założyć swoich paneli, czy choćby wykupić udziału w spółdzielniach. Instytucja tzw. prosumenta zbiorowego jest bardziej skomplikowana do wdrożenia w praktyce i dużo trudniejsza niż bycie prosumentem w domu jednorodzinnym.
Mimo to osoby, które nie mogą sobie pozwolić na fotowoltaikę dokładają się do kosztow wspólnego systemu poprzez podatki, opłaty i rachunki za prąd. W praktyce bywa więc tak, że mniej zamożni współfinansują materialne korzyści tych, którzy są zamożniejsi.
W naszej opinii, tego rodzaju negatywny transfer społeczny nie spełnia kryteriów sprawiedliwej transformacji oraz zwiększa koszty społeczne i polityczne całej transformacji energetycznej.
To nie znaczy, że prosumenci są winni. W większości korzystają po prostu z legalnych zasad stworzonych przez państwo. Problemem nie jest sama fotowoltaika ani sam prosument. Problemem jest sytuacja, w której koszty systemowe są rozproszone na wszystkich, a część korzyści jest prywatna.
Jeśli taki model ma być nadal utrzymany, powinien być uczciwie nazwany. Społeczeństwo dopłaca do prywatnych inwestycji i otrzymuje korzyść wspólną. Prosument również otrzymuje tę samą korzyść wspólną, ale dodatkowo zachowuje prywatny zysk finansowy. Dlatego pytanie o sprawiedliwość nie znika. Przeciwnie – staje się jeszcze ważniejsze.
Osobną kwestią są nadużycia. Zdarza się, że właściciele instalacji modyfikują nastawy falowników, aby instalacja maksymalizowała zysk i dalej oddawała energię do sieci mimo przekroczenia dopuszczalnej wysokości napięcia.
Dla właściciela instalacji jest to finansowo korzystne, bo falownik rzadziej się wyłącza. Dla sąsiadów może być to problem, bo zbyt wysokie napięcie w sieci może powodować awarie, skracać żywotność urządzeń albo uszkadzać elektronikę.
W tym wypadku odpowiedź na pytanie o sprawiedliwość jest prostsza. Trudno znaleźć uzasadnienie dla sytuacji, w której jedna osoba chroni swój zysk kosztem bezpieczeństwa urządzeń innych ludzi. Ochrona klimatu nie usprawiedliwia łamania parametrów technicznych sieci. Interes społeczny polega na tym, abyśmy mieli dużo czystej energii, ale przede wszystkim bezpieczną i stabilną sieć. W przypadku awarii sieci elektrycznej, zwykle wiele osób w takiej sytuacji obwinia zakład energetyczny.
Fotowoltaika nie może działać na zasadzie: zysk mój, koszty sąsiada.
W tym miejscu dochodzimy do sedna sporu wokół projektu rozporządzenia ministra energii z 25 maja 2026 roku. Część prosumentów widzi w nim zamach na niezależność właścicieli instalacji. Można zrozumieć ten lęk, bo pomysł zdalnego monitorowania i sterowania pracą mikroinstalacji brzmi dla wielu osób jak silna ingerencja w ich urządzenia.
Trzeba mieć jednak na uwadze, że państwo i operatorzy sieci mają obowiązek dbania o bezpieczeństwo całego systemu elektroenergetycznego. Sieć nie jest prywatnym magazynem energii, z którego można korzystać bez ograniczeń. Jest wspólną infrastrukturą, od której zależy działanie domów, firm, szpitali, transportu i usług publicznych.
Dziś przerwy w dostawie energii elektrycznej mogą prowadzić nie tylko do strat gospodarczych, ale także śmierci ludzi.
Projekt rozporządzenia można więc odczytać jako między innymi próbę uporządkowania relacji między prosumentem a systemem. Jeżeli instalacja oddaje energię do wspólnej sieci, powinna spełniać standardy techniczne. Jeżeli instalacja stwarza zagrożenie, operator powinien móc reagować.
Jeżeli instalacja działa poza bezpiecznymi parametrami, operator powinien mieć narzędzia do kontroli i możliwość wyłączenia jej. Jeżeli miliony małych źródeł wpływają na pracę systemu, państwo nie może udawać, że są one niewidzialne.
Nie chodzi tu o to, aby karać prosumentów. Chodzi o to, aby lepiej zrównoważyć prawa i obowiązki. Prosumenci przez lata otrzymywali wiele przywilejów, gdyż ich instalacje pomagały w transformacji energetycznej.
Te przywileje miały uzasadnienie klimatyczne i środowiskowe. Jednak wraz ze wzrostem liczby instalacji rośnie także ich wpływ na sieć. Fotowoltaika prosumencka nie jest już drobnym dodatkiem do systemu. W instalacjach prosumentów zainstalowano na dziś (czerwiec 2026) około 13 GW mocy. Dla zobrazowania średnie zapotrzebowanie na moc w Polsce przekracza poziom 20 GW, a najwyższe dotąd odnotowane to 27,7 GW.
Wydaje się oczywistym, że w miarę rosnącego wpływu, jaki określona kategoria użytkowników systemu wywiera na ten system, powinny się rozwijać nie tylko ich prawa, ale również obowiązki. Muszą podlegać one monitoringowi i kontroli, dla dobra nas wszystkich.
Doświadczenia innych krajów pokazują, że system elektroenergetyczny musi być odporny na szybkie zmiany produkcji i problemy z napięciem. Blackout w Hiszpanii i Portugalii z 2025 roku nie powinien być przedstawiany jako prosty dowód przeciwko fotowoltaice. Był raczej ostrzeżeniem, że nowoczesny system z dużą ilością źródeł niesterowalnych i zależnych od pogody wymaga lepszej kontroli napięcia, szybszej automatyki, magazynów, rezerw i sprawniejszego zarządzania. W praktyce także dodatkowych inwestycji.
To nie jest argument przeciwko OZE. To argument za tym, że OZE muszą być włączane do systemu odpowiedzialnie.
Sprawiedliwy system powinien łączyć co najmniej trzy rzeczy. Po pierwsze, szybki rozwój czystej energii. Po drugie, ochronę osób, które nie mogą sobie pozwolić na własną instalację, ale współfinansują transformację. Po trzecie, twarde reguły techniczne dla tych, którzy korzystają z sieci jako miejsca oddawania energii.
Prosument powinien mieć prawo do korzyści z własnej inwestycji. Powinien mieć także prawo do stabilnych i przewidywalnych zasad. Nie powinien mieć jednak prawa do przerzucania kosztów technicznych na sąsiadów i resztę społeczeństwa. Jeżeli korzysta ze wspólnej sieci, powinien także zaakceptować to, że wspólnota ma prawo wymagać bezpieczeństwa, kontroli i odpowiedzialności. Także wyłączenia jego instalacji w sytuacji zagrożenia dla stabilności sieci.
Dyskusja o projekcie rozporządzenia nie powinna być prowadzona niczym wojna „państwo kontra prosumenci”. Raczej w duchu: jak zaprojektować system, w którym czysta energia rozwija się szybko, ale koszty i obowiązki są rozłożone uczciwie? System, w którym w parze z przywilejami idą także powinności.
Uwaga końcowa. Ten tekst nie odnosi się merytorycznie do projektu rozporządzenia, nie przesądza o tym, czy wprowadzane rozwiązania są optymalne lub wdrażane w najelpszy możliwy sposób. Porusza przede wszystkim kwestie sprawiedliwej transformacji, bezpieczeństwa i odpowiedzialności.
Autor tekstu: Krzysztof Kowalski


